Chcę Ci opowiedzieć dzisiaj o czymś czego tak naprawdę nikt nie wie. Widzą jak wyglądam, oceniają, opisują, krytykują, ale nic nie wiedzą co dzieje się we mnie. Nie wiedzą, że każdego dnia narasta we mnie nienawiść do samej siebie, w szczególności do swojego ciała. Staję przed lustrem i spoglądając na odbicie, płaczę. Próbowałam już wszystkiego aby to zmienić. Ścisła dieta, długie ćwiczenia, regularne pilnowanie wagi. Wiesz doskonale, że to nie wszystko, że wiele razy wyrzucałam jedzenie albo dawałam psu aby nie musieć go jeść, lub jak najszybciej pozbywałam się go z żołądka. Nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Chcę być idealna, mieć takie ciało o jakim zawsze marzyłam. To nie jest jakaś głupia zachcianka osiemnastolatki, która ma kompleksy. Nie, to jest coś o wiele poważniejszego. To powoli przejmuje władzę nad moim życiem. Nie myślę o niczym innym, jak o tym ile kcal dzisiaj zjadłam i ile przez to będę musiała ćwiczyć. Nienawidzę siebie za każdy kolejny kęs. Przeważnie wieczorami siadam na łóżku i przeklinam się, że znów za dużo zjadłam. Powinnam z tym walczyć? Nie. Nie mogę, nie chcę. Pragnę chociaż raz móc stanąć przed lustrem i uśmiechnąć się do swojego ciała, z pełną satysfakcją, że to ja mam nad nim władzę. Nie chcę niczyjej pomocy, dam sobie radę sama. Osiągnę swój cel, nawet jeśli miałoby się to źle skończyć. Nikt i nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Chcę być wreszcie szczęśliwa z tym jak wyglądam, czy to aż tak wiele? Co mam Ci jeszcze tłumaczyć? Nie potrafię opisać wszystkich emocji jakie wywołuje na mnie ta obsesja. Tak, nazywam to po imieniu - obsesja. Jednak ta świadomość nic nie zmienia, wciąż zamierzam w to brnąć, bez względu na konsekwencje. Mówią, że schudłam, że widać już jak "spadałam" z wagą, ale ja nie widzę tego. Spoglądam na siebie i widzę jedynie wciąż tą samą, grubą, brzydką, nieszczęśliwą dziewczynę. Widzę zwisający brzuch, grube nogi, pyzate policzki, wielki tyłek, dużo, stanowczo za dużo ciała, które musi zniknąć i ja tego dokonam, jestem pewna.
Zaczynam się powtarzać, muszę kończyć. Zamiast coś zrobić, kolejną noc użalam się nad sobą. A zmieniając temat: zawsze jest tak samo i pierwszy raz źle się z tym czuję. Znowu zagrałam sukę bez serca, a on zranionego księcia. Powinnam się już przyzwyczaić.
I proszę Cię, nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze. Przecież zawsze zależało Ci na moim szczęściu i właśnie do niego dążę.
Kocham Cię, Tato.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz