Jest 23:23. Powinnam się wziąć do pracy, nauczyć się tej cholernej chemii aby mieć wreszcie święty spokój, ale nie mogę, nie jestem w stanie uspokoić natłoku myśli kłębiących się w mojej głowie. Zaraz oszaleję. A jak Tobie minął dzień? Wiem, że od dwóch dni nie pisałam, ale nie dałam rady, przepraszam. Nawet nie wyobrażasz sobie jak dużo się wydarzyło. Głównie jest to związane z tym o czym chciałam Ci dzisiaj opowiedzieć. Pewnie widziałeś ile nocy przepłakałam przez kilku, którym powierzyłam zbyt dużą cześć serca. Widziałeś jak dzięki nim unosiłam się ponad chmury i spadałam coraz głębiej. Za każdym razem zastanawiałam się jak Ty byś zareagował, co byś zrobił. Czy przyszedłbyś i mnie przytulił, wyrzekając że chłopacy są dupkami? Uświadomiłbyś ich, że jestem Twoją księżniczką, której nie mają prawa skrzywdzić? Zrobiłbyś wszystko aby pożałowali moich łez? Wiem, że tak by było. Doskonale pamiętam jak układając mnie do snu obiecywałeś, że nigdy, przenigdy nie pozwolisz aby ktoś mnie skrzywdził oraz, że nie wytrzymasz z zazdrości, gdy zacznę przyprowadzać chłopaków do domu. Siedziałeś wtedy obok mnie i wypowiadając to mocno mnie przytuliłeś, pocałowałeś w czoło i życzyłeś mi słodkich snów. Wychodząc zostawiłeś zapaloną lampkę nocną i dokładnie zamknąłeś drzwi. Od zawsze czułam swego rodzaju lęk przed ciemnością. Nawet teraz, po tylu latach wciąż nie potrafię zasnąć bez zamkniętych drzwi i w całkowitej ciemności. Bez poczucia, że w każdej chwili przybiegniesz aby mi pomóc, boję się jeszcze bardziej. Tak samo boję się kochać. Mam chłopaka, któremu niby na mnie zależy, niby ponieważ ostatnio w ogóle tego nie czuję, ale co się dziwić? Traktuję go jak skończona suka. Był w stanie zrobić dla mnie wszystko, a ja z dnia na dzień postanowiłam to zakończyć. Siedząc teraz w ciemności mam wątpliwości co do tej decyzji, ale tak jest lepiej. Nie zasługuję na niego. Tak na prawdę, nie zasługuję na nikogo. Chodzę po świecie z ledwo bijącym sercem, które jeszcze bardziej przygłuszam. Przynoszę wyłącznie ból, na który nikt nie zasługuje, on także. Na pewno widzisz, że wciąż błądzę szukając tego jednego jedynego, na Twój wzór i z każdym dniem boję się coraz bardziej. Uświadamiam sobie, że tak na prawdę nie mogę, nie potrafię być wyłącznie dla jednego, nie mogę do siebie dopuścić myśli, że do kogoś przynależę, jak rzecz, coś co pewnego dnia odłoży na półkę, zapomni i już na zawsze zginie pod stertą kurzu. To jest właśnie mój największy problem - strach. Boję, że ograniczania mnie. Boję się ciągłych kłótni i sprzeczek. Boję, że nie będę w stanie dostatecznie pokochać. Jednak najbardziej boję się, że nadejdzie dzień, kiedy tak jak Ty ode mnie odejdzie, zostawiając mnie całkiem sama, bez zdolności samodzielnego oddychania. Proszę, daj mi jakiś znak, jak postępować, którą drogą mam iść aby wreszcie było dobrze, albo najnormalniej walnij mnie czymś w łeb abym wreszcie się ogarnęła i zachowywała jak na swój wiek przystało. Muszę kończyć, za chwilę będzie północ, a ja nic nie dotknęłam zeszytów. Trzymaj za mnie kciuki.
Słodkich snów.
Kocham Cię, Tato.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz