Wróciłam z niemal najpiękniejszego tygodnia w tym roku. Spędziłam 6 dni z kobietą, wobec której jeszcze niedawno miałam stanowczy dystans, a okazało się, że jest niemal taka sama jak ja. Mamy podobną historię, przeżycia, tok myślenia, upodobania, ludzie mówią te same plotki na nasz temat, obydwie uwielbiamy Marlboro miętowe i mrożoną kawę. Razem przeklinałyśmy, piłyśmy, płakałyśmy i śmiałyśmy. Obserwowałyśmy zachód słońca, wygłupiając się jak małe dzieci na brzegu morza. Wiem, że gdyby nie ona, byłabym tam całkiem sama, albo musiałabym zaakceptować ciągłe wyzwiska i obelgi. Nie będę ukrywać - pokochałam ją. Jest cudowna, a wszystkie cholerne plotki na jej temat są ze zwykłej zazdrości. Chore, ale co zrobić? Ludzie już tacy są, zrobią wszystko aby zniszczyć bliźniego. Nie chcę należeć do tego systemu. Systemu, w którym każdy jest sobie wrogiem, a największą frajdą jest naśmiewanie się z drugiego i oczernianie go na każdym kroku. Dziękuję, ale ja passuję.
Chciałabym napisać, że daję radę i wszystko poukładałam w całość, ale wierz, że nienawidzę kłamać. Jestem coraz bardziej wściekła. Na kogo? Oczywiście na siebie samą. Nie mam już siły walczyć jak z wiatrakami o osiągnięcie celu, ale z drugiej strony mam dosyć tej nienawiści, która przepełnia mnie całą. Zamiast z dumą patrzeć na rezultaty diety w lustrze, coraz głośniej płaczę. Nie wiem już co robić aby mieć wymarzoną wagę. Powoli nie mam już argumentów na odmówienie jedzenia i ciągłe odwiedziny toalety. Potrzebuję pomocy. Wsparcia kogoś, kto tak jak ja nienawidzi swojego ciała, ale dał radę je opanować. Potrzebuję kogoś, kto chwyci mnie za rękę i pomoże przez to przejść, aż do samego celu.
Muszę podziękować za dzisiejszy dzień. Spędziłam go z najwspanialszym Przyjacielem pod słońcem. No właśnie, z Przyjacielem. Chociaż czuję, że to co jest między nami powoli przestaje być przyjaźnią i zmienia się w coś innego, mocniejszego. Co tu więcej mówić? Uwielbiam Go, uwielbiam każdą chwilę spędzoną z Nim. Uwielbiam się z Nim podpuszczać opowiadając o innych aby po chwili wysłuchiwać jak chce im najebać. Uwielbiam jechać z Nim i przeklinać na zbyt wolno jadących przed nami. Uwielbiam śmiać się z Nim przez cały horror. Uwielbiam palić z Nim fajki i obgadywać przechodniów. Po prostu, uwielbiam Jego obecność z moim życiu. Nie pozwolę aby to kiedykolwiek miałoby się skończyć.
Przepraszam Tato. Przepraszam, że nie odwiedziłam Cię w niedzielę, wiesz jak bardzo bolą mnie te spotkania. Nie zapomnij, że mimo że nie staję nad Twoim grobem, jesteś dla mnie najważniejszy i to się nigdy nie zmieni. Zawsze będziesz w moich myślach i sercu, aż śmierć nas nie połączy.
Kocham Cię, Tato.
środa, 26 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
List 7
Nie rozumiem co się ze mną dzieje. Nagle wszystko robi się straszliwie szare i obce. Osuwam się na podłogę i ściskając kolana przy klatce piersiowej, krzyczę z bólu i nienawiści. Jak mogłam do tego dopuścić? Miałam być silna, miałam się nie poddawać, a wystarczył jeden dzień aby wszystko zniszczyć. Ale nadrobię to, na pewno.
Wreszcie się spakowałam, jestem z siebie naprawdę dumna. Chcę na te kilka dni zapomnieć o zmartwieniach, problemach i innych denerwujących rzeczach, nad którymi nie potrafię zapanować.
Najbliższa dieta:
4-5 litrów wody
paczka fajek
ewentualnie jakaś sałatka
Dam radę.
Może nie tak miało to wyglądać. Miałam pisać to co czuję i co dzieje się w moim życiu, ale właśnie tak ono obecnie wygląda: liczenie każdej kcal i maksymalne ograniczanie jedzenia. To aż takie złe, że chcę się czuć dobrze w swoim ciele? Mam nadzieję, że chociaż Ty mnie rozumiesz.
Opiekuj się mną, gdy będę tak daleko od domu.
Kocham Cię, Tato.
Najbliższa dieta:
4-5 litrów wody
paczka fajek
ewentualnie jakaś sałatka
Dam radę.
Może nie tak miało to wyglądać. Miałam pisać to co czuję i co dzieje się w moim życiu, ale właśnie tak ono obecnie wygląda: liczenie każdej kcal i maksymalne ograniczanie jedzenia. To aż takie złe, że chcę się czuć dobrze w swoim ciele? Mam nadzieję, że chociaż Ty mnie rozumiesz.
Opiekuj się mną, gdy będę tak daleko od domu.
Kocham Cię, Tato.
piątek, 14 czerwca 2013
List 6
Jeszcze kilka minut temu skakałam z radości i uśmiechałam jak upośledzona. W końcu się zgodziła, mogę jechać. Osiągnęłam to, czego tak bardzo pragnęłam. A teraz siedzę sama słuchając w kółko jednej piosenki i najchętniej bym wszystko odwołała. Nie chcę aby oglądali moje ciało w stroju kąpielowym. Nie chcę aby widzieli, to czego tak bardzo nienawidzę. Z jednej strony, to jest idealny czas aby pożegnać się z jedzeniem na cały tydzień, bez słuchania narzekań mamy, ale z drugiej wciąż nie jestem gotowa na paradowanie niemal nago. Nie dam rady.
Wszystko jest pięknie, ale to nie zmienia faktu, że coraz bardziej mi Ciebie brakuje. Zlituj się nade mną i weź do siebie, błagam.
Kocham Cię, Tato
Wszystko jest pięknie, ale to nie zmienia faktu, że coraz bardziej mi Ciebie brakuje. Zlituj się nade mną i weź do siebie, błagam.
Kocham Cię, Tato
wtorek, 11 czerwca 2013
List 5
Zniszczyła moje wszystkie plany. Bezczelnie śmiejąc mi się w twarz rozgniotła je w drobny piach, z satysfakcją spoglądając na moje łzy. Twoja żona. Ta, którą tak bardzo kochałeś, odbiera mi tchnienie które wspólnie mi daliście. Proszę, gdziekolwiek jesteś, pomóż mi. Ciebie na pewno posłucha.
Mam bardzo mocne postanowienia. Zmieniam dietę, znowu, ale tym razem na skuteczną. Zrobię wszystko aby schudnąć. Zapanuję nad głodem, nad potrzebą jedzenia, nad kuszeniem słodyczami i ukochaną czekoladą. Od dzisiaj dokładnie przeliczę każdą zjedzoną kalorię. Nie dotknę nic, co przeszkodzi mi w stracie wagi. Będę jeszcze więcej ćwiczyć. Jedynie muszę przestać wymiotować, nie chcę zniszczyć zębów, zresztą po tym będzie widać, że coś jest nie tak, a przecież nikt nie może wiedzieć. Tylko Ty. Jesteś moim Aniołem Stróżem czuwającym nade mną podczas takich wieczorów. Nie odchodź, proszę. Teraz najbardziej będę potrzebowała opieki i wsparcia.
Kocham Cię, Tato.
Mam bardzo mocne postanowienia. Zmieniam dietę, znowu, ale tym razem na skuteczną. Zrobię wszystko aby schudnąć. Zapanuję nad głodem, nad potrzebą jedzenia, nad kuszeniem słodyczami i ukochaną czekoladą. Od dzisiaj dokładnie przeliczę każdą zjedzoną kalorię. Nie dotknę nic, co przeszkodzi mi w stracie wagi. Będę jeszcze więcej ćwiczyć. Jedynie muszę przestać wymiotować, nie chcę zniszczyć zębów, zresztą po tym będzie widać, że coś jest nie tak, a przecież nikt nie może wiedzieć. Tylko Ty. Jesteś moim Aniołem Stróżem czuwającym nade mną podczas takich wieczorów. Nie odchodź, proszę. Teraz najbardziej będę potrzebowała opieki i wsparcia.
Kocham Cię, Tato.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
List 4
Chcę Ci opowiedzieć dzisiaj o czymś czego tak naprawdę nikt nie wie. Widzą jak wyglądam, oceniają, opisują, krytykują, ale nic nie wiedzą co dzieje się we mnie. Nie wiedzą, że każdego dnia narasta we mnie nienawiść do samej siebie, w szczególności do swojego ciała. Staję przed lustrem i spoglądając na odbicie, płaczę. Próbowałam już wszystkiego aby to zmienić. Ścisła dieta, długie ćwiczenia, regularne pilnowanie wagi. Wiesz doskonale, że to nie wszystko, że wiele razy wyrzucałam jedzenie albo dawałam psu aby nie musieć go jeść, lub jak najszybciej pozbywałam się go z żołądka. Nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Chcę być idealna, mieć takie ciało o jakim zawsze marzyłam. To nie jest jakaś głupia zachcianka osiemnastolatki, która ma kompleksy. Nie, to jest coś o wiele poważniejszego. To powoli przejmuje władzę nad moim życiem. Nie myślę o niczym innym, jak o tym ile kcal dzisiaj zjadłam i ile przez to będę musiała ćwiczyć. Nienawidzę siebie za każdy kolejny kęs. Przeważnie wieczorami siadam na łóżku i przeklinam się, że znów za dużo zjadłam. Powinnam z tym walczyć? Nie. Nie mogę, nie chcę. Pragnę chociaż raz móc stanąć przed lustrem i uśmiechnąć się do swojego ciała, z pełną satysfakcją, że to ja mam nad nim władzę. Nie chcę niczyjej pomocy, dam sobie radę sama. Osiągnę swój cel, nawet jeśli miałoby się to źle skończyć. Nikt i nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Chcę być wreszcie szczęśliwa z tym jak wyglądam, czy to aż tak wiele? Co mam Ci jeszcze tłumaczyć? Nie potrafię opisać wszystkich emocji jakie wywołuje na mnie ta obsesja. Tak, nazywam to po imieniu - obsesja. Jednak ta świadomość nic nie zmienia, wciąż zamierzam w to brnąć, bez względu na konsekwencje. Mówią, że schudłam, że widać już jak "spadałam" z wagą, ale ja nie widzę tego. Spoglądam na siebie i widzę jedynie wciąż tą samą, grubą, brzydką, nieszczęśliwą dziewczynę. Widzę zwisający brzuch, grube nogi, pyzate policzki, wielki tyłek, dużo, stanowczo za dużo ciała, które musi zniknąć i ja tego dokonam, jestem pewna.
Zaczynam się powtarzać, muszę kończyć. Zamiast coś zrobić, kolejną noc użalam się nad sobą. A zmieniając temat: zawsze jest tak samo i pierwszy raz źle się z tym czuję. Znowu zagrałam sukę bez serca, a on zranionego księcia. Powinnam się już przyzwyczaić.
I proszę Cię, nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze. Przecież zawsze zależało Ci na moim szczęściu i właśnie do niego dążę.
Kocham Cię, Tato.
niedziela, 9 czerwca 2013
List 3
Jest 23:23. Powinnam się wziąć do pracy, nauczyć się tej cholernej chemii aby mieć wreszcie święty spokój, ale nie mogę, nie jestem w stanie uspokoić natłoku myśli kłębiących się w mojej głowie. Zaraz oszaleję. A jak Tobie minął dzień? Wiem, że od dwóch dni nie pisałam, ale nie dałam rady, przepraszam. Nawet nie wyobrażasz sobie jak dużo się wydarzyło. Głównie jest to związane z tym o czym chciałam Ci dzisiaj opowiedzieć. Pewnie widziałeś ile nocy przepłakałam przez kilku, którym powierzyłam zbyt dużą cześć serca. Widziałeś jak dzięki nim unosiłam się ponad chmury i spadałam coraz głębiej. Za każdym razem zastanawiałam się jak Ty byś zareagował, co byś zrobił. Czy przyszedłbyś i mnie przytulił, wyrzekając że chłopacy są dupkami? Uświadomiłbyś ich, że jestem Twoją księżniczką, której nie mają prawa skrzywdzić? Zrobiłbyś wszystko aby pożałowali moich łez? Wiem, że tak by było. Doskonale pamiętam jak układając mnie do snu obiecywałeś, że nigdy, przenigdy nie pozwolisz aby ktoś mnie skrzywdził oraz, że nie wytrzymasz z zazdrości, gdy zacznę przyprowadzać chłopaków do domu. Siedziałeś wtedy obok mnie i wypowiadając to mocno mnie przytuliłeś, pocałowałeś w czoło i życzyłeś mi słodkich snów. Wychodząc zostawiłeś zapaloną lampkę nocną i dokładnie zamknąłeś drzwi. Od zawsze czułam swego rodzaju lęk przed ciemnością. Nawet teraz, po tylu latach wciąż nie potrafię zasnąć bez zamkniętych drzwi i w całkowitej ciemności. Bez poczucia, że w każdej chwili przybiegniesz aby mi pomóc, boję się jeszcze bardziej. Tak samo boję się kochać. Mam chłopaka, któremu niby na mnie zależy, niby ponieważ ostatnio w ogóle tego nie czuję, ale co się dziwić? Traktuję go jak skończona suka. Był w stanie zrobić dla mnie wszystko, a ja z dnia na dzień postanowiłam to zakończyć. Siedząc teraz w ciemności mam wątpliwości co do tej decyzji, ale tak jest lepiej. Nie zasługuję na niego. Tak na prawdę, nie zasługuję na nikogo. Chodzę po świecie z ledwo bijącym sercem, które jeszcze bardziej przygłuszam. Przynoszę wyłącznie ból, na który nikt nie zasługuje, on także. Na pewno widzisz, że wciąż błądzę szukając tego jednego jedynego, na Twój wzór i z każdym dniem boję się coraz bardziej. Uświadamiam sobie, że tak na prawdę nie mogę, nie potrafię być wyłącznie dla jednego, nie mogę do siebie dopuścić myśli, że do kogoś przynależę, jak rzecz, coś co pewnego dnia odłoży na półkę, zapomni i już na zawsze zginie pod stertą kurzu. To jest właśnie mój największy problem - strach. Boję, że ograniczania mnie. Boję się ciągłych kłótni i sprzeczek. Boję, że nie będę w stanie dostatecznie pokochać. Jednak najbardziej boję się, że nadejdzie dzień, kiedy tak jak Ty ode mnie odejdzie, zostawiając mnie całkiem sama, bez zdolności samodzielnego oddychania. Proszę, daj mi jakiś znak, jak postępować, którą drogą mam iść aby wreszcie było dobrze, albo najnormalniej walnij mnie czymś w łeb abym wreszcie się ogarnęła i zachowywała jak na swój wiek przystało. Muszę kończyć, za chwilę będzie północ, a ja nic nie dotknęłam zeszytów. Trzymaj za mnie kciuki.
Słodkich snów.
Kocham Cię, Tato.
Słodkich snów.
Kocham Cię, Tato.
czwartek, 6 czerwca 2013
List 2
Myślałam, że to będzie łatwiejsze, że po prostu przekażę Ci wszystko to co jest we mnie, wszystkie emocje, myśli. Jednak jest zupełnie inaczej. Nawet nie wiem od czego zacząć. Piszę do Ciebie jakieś śmieszne "listy" na blogu, których i tak nigdy nie przeczytasz. No ale zdeklarowałam się, więc będę pisać.
Jest 6 czerwca. Dokładnie miesiąc temu mój przyjaciel musiał uśpić swojego ukochanego psa. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji. Nie chcę myśleć o tym, że nasz psiak kiedykolwiek nas opuści. Jest dla mnie wszystkim, najlepszym przyjacielem, jest mi bliższy od rodziny. Widzi wszystko przez co przechodzę. Słucha o moich problemach, radościach, chłopakach, problemach z mamą. Zawsze gdy na moich policzkach pojawiają się łzy, przychodzi do mnie, siada obok i trącając nosem moją rękę, daje mi do zrozumienia, że chce abym go przytuliła. Cieszy za każdym razem gdy wracam do domu, nie ważne o której godzinie, może to być 1 popołudniu, a nawet 3 w nocy, jego radość za każdym razem jest taka sama. A żebyś widział jak jest zazdrosny gdy przyprowadzam kolejnego chłopaka do domu! Możesz być z niego dumny. Dziękuję, że pozwoliłeś mu z nami zostać. Jest najwspanialszy, najukochańszy, jest idealny. Chociaż czasami się na niego wściekam, zrobię wszystko aby był z nami szczęśliwy. Jestem w stanie nawet stwierdzić, że nie zasługujemy na jego miłość i oddanie.
Jeśli na prawdę jesteś tam do góry i patrzysz na mnie, proszę daj mi siły, bo ostatnio bardzo mi brakuje, a wiesz doskonale, że nie mogę się poddać.
Śpij dobrze.
Kocham Cię, Tato.
Jest 6 czerwca. Dokładnie miesiąc temu mój przyjaciel musiał uśpić swojego ukochanego psa. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji. Nie chcę myśleć o tym, że nasz psiak kiedykolwiek nas opuści. Jest dla mnie wszystkim, najlepszym przyjacielem, jest mi bliższy od rodziny. Widzi wszystko przez co przechodzę. Słucha o moich problemach, radościach, chłopakach, problemach z mamą. Zawsze gdy na moich policzkach pojawiają się łzy, przychodzi do mnie, siada obok i trącając nosem moją rękę, daje mi do zrozumienia, że chce abym go przytuliła. Cieszy za każdym razem gdy wracam do domu, nie ważne o której godzinie, może to być 1 popołudniu, a nawet 3 w nocy, jego radość za każdym razem jest taka sama. A żebyś widział jak jest zazdrosny gdy przyprowadzam kolejnego chłopaka do domu! Możesz być z niego dumny. Dziękuję, że pozwoliłeś mu z nami zostać. Jest najwspanialszy, najukochańszy, jest idealny. Chociaż czasami się na niego wściekam, zrobię wszystko aby był z nami szczęśliwy. Jestem w stanie nawet stwierdzić, że nie zasługujemy na jego miłość i oddanie.
Jeśli na prawdę jesteś tam do góry i patrzysz na mnie, proszę daj mi siły, bo ostatnio bardzo mi brakuje, a wiesz doskonale, że nie mogę się poddać.
Śpij dobrze.
Kocham Cię, Tato.
środa, 5 czerwca 2013
List 1
Wiem, że dawno się nie odzywałam. Proszę, nie miej mi tego za złe. Nie mam żadnego sensownego usprawiedliwienia na swoje zachowanie. Musiałam się jakoś pozbierać, ogarnąć ten cały bałagan, który z każdym dniem tylko narastał. Nie chciałam abyś się martwił, nie mógł spokojnie spać. Ale z tym koniec. Obiecuję, że będę Cię powiadamiać o każdym momencie z mojego życia. Dowiesz się o wszystkich wzlotach i upadkach, uśmiechach i łzach, o każdej miłości i nienawiści, powiem Ci wszystko, obiecuję. Jesteś mi jedyną bliską osobą, chociaż od kilku lat dzieli nas odległość, której nie mogę pokonać. Wiesz, że wiele razy błagałam Cię abyś przyszedł po mnie, zabrał do siebie i zaopiekował się aż po wieczność. Ale chyba nigdy jakoś konkretnie nie wytłumaczyłam Ci dlaczego. Wszystkiego się dowiesz w najbliższych dniach, miesiącach, być może także w latach. Pamiętasz? Kiedyś dzieliliśmy wspólnie każdą, nawet tą najdrobniejszą chwilę. Dzisiaj chcę do tego wrócić. Chociaż wiem, że nie będzie już tak samo jak wtedy, bo nie odpowiesz mi, nie udzielisz rady, nie przytulisz mnie, nie otrzesz mi łez, będziesz jedynie słuchał. Tylko czy aby na pewno? Kocham Cię, a jednak zaczynam wątpić w Twoją obecność. Może na zawsze mnie już opuściłeś, choć wyrzekałeś się że nigdy tego nie zrobisz. Gdzie jesteś? Daj mi jakikolwiek znak, że wciąż o mnie pamiętasz i obserwujesz gdzieś z góry.
Kocham Cię, Tato.
Kocham Cię, Tato.
Subskrybuj:
Posty (Atom)